Nasza historia

Jak powstało Domo.Expert?

Historia zaczęła się od dwóch domów. Oba były nasze.

Poznaj tę historię
Jeden z dwóch domów związanych z początkiem historii Domo.Expert
Jeden z dwóch domów, od których zaczęła się historia Domo.Expert.

Domo.Expert nie powstało przy stole konferencyjnym.

Nie było wielkiego biznesplanu, prezentacji dla inwestorów ani marzenia pod tytułem: „kiedyś założymy biuro nieruchomości”.

Były za to dwa domy.

Oba nasze.

I kilka lat, podczas których najpierw poznaliśmy rynek jako klienci, a dopiero później zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie chcielibyśmy znaleźć się po jego drugiej stronie.

Pierwszy rozdział

2014. Pierwsze spotkanie z rynkiem

W 2014 roku sprzedawaliśmy nasz pierwszy dom.

Sami.

To wtedy Piotr po raz pierwszy wziął aparat i przygotował własną sesję nieruchomości. Nie było jeszcze żadnego planu związanego z branżą. Chodziło po prostu o to, żeby pokazać dom najlepiej, jak potrafiliśmy.

W tym samym czasie szukaliśmy kolejnego miejsca dla siebie.

I właśnie ten drugi dom kupiliśmy już za pośrednictwem biura nieruchomości.

Po raz pierwszy znaleźliśmy się więc po drugiej stronie procesu - nie jako sprzedający, ale jako kupujący korzystający z pomocy lokalnych agentów.

Jeździliśmy na prezentacje, rozmawialiśmy z pośrednikami, zadawaliśmy pytania i obserwowaliśmy, jak wygląda cały proces z punktu widzenia klienta.

Wtedy jeszcze nie planowaliśmy własnego biura.

Ale zaczęliśmy się przyglądać.

Kilka lat później role się odwróciły

Dom, który wcześniej kupiliśmy przez biuro, z czasem sami postanowiliśmy sprzedać.

Na początku znów działaliśmy samodzielnie.

Piotr przygotował zdjęcia. Stworzyliśmy ofertę. Promowaliśmy ją na portalach ogłoszeniowych, ale również w mediach społecznościowych.

Dzisiaj brzmi to zupełnie zwyczajnie.

Wtedy reakcje bywały inne.

Kiedy później rozmawialiśmy z biurem nieruchomości i zostaliśmy zapytani, gdzie wcześniej reklamowaliśmy dom, oprócz portali wymieniliśmy również social media.

Patrzono na nas trochę tak, jakbyśmy właśnie powiedzieli, że rozwieszaliśmy ogłoszenia na Księżycu.

Dla nas logika była prosta.

Tam byli ludzie, więc tam powinna być również oferta.

Zdjęcia? Tylko nasze

Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się włączyć do sprzedaży biuro nieruchomości.

Ale Piotr postawił warunek.

Oferta może trafić do biura, ale zdjęcia zostają nasze.

Nie chciał, żeby powstawała kolejna sesja. Materiał był już przygotowany dokładnie tak, jak chcieliśmy pokazać nieruchomość.

Biuro zgodziło się pracować na naszych zdjęciach.

W efekcie ten sam dom był promowany równolegle przez nas i przez pośrednika.

Na tych samych fotografiach.

A jednak klient przyszedł właśnie przez biuro.

I to okazało się dla nas dużo ważniejszą lekcją niż wszystko, czego wcześniej nauczyliśmy się o samym marketingu.

Bo skoro kupujący mógł znaleźć tę samą nieruchomość bezpośrednio u właściciela, na tych samych zdjęciach, a mimo wszystko wybrał kontakt przez pośrednika, to znaczyło, że nie szukał wyłącznie oferty.

Szukał bezpieczeństwa.

Kogoś, kto zna proces.

Kogoś pomiędzy nim a właścicielem.

Kogoś, komu może zadać pytania i przy kim czuje, że transakcja jest prowadzona w sposób uporządkowany.

To odkrycie zostało z nami na długo.

Biuro znalazło klienta. Margareta zrobiła resztę

Kupującego rzeczywiście znalazło biuro.

I tego nie zamierzamy sobie przypisywać.

Ale później zaczynała się prezentacja nieruchomości.

Rozmowa.

Pytania.

Pokazywanie domu nie tylko jako zbioru pomieszczeń, ale miejsca, w którym ktoś mógłby zacząć wyobrażać sobie własne życie.

I tutaj ogromną rolę odgrywała Margareta.

To ona prowadziła prezentacje, rozmawiała z zainteresowanymi i - choć wtedy jeszcze nikt z nas nie nazywał tego pracą agenta - robiła dokładnie to, co kilka lat później stało się jedną z jej największych mocnych stron w Domo.Expert.

Z perspektywy czasu ten sukces był więc ciekawym połączeniem kilku elementów.

Biuro przyprowadziło klienta.

My przygotowaliśmy marketing i sposób prezentowania nieruchomości.

A Margareta potrafiła podczas spotkania sprawić, że dom przestawał być tylko ofertą oglądaną w internecie.

Zaczynał być miejscem, w którym ktoś mógł zobaczyć siebie.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że właśnie zbieramy doświadczenia, do których wrócimy przy tworzeniu własnego biura.

Z naszego archiwum

Nasz pierwszy dom - ten, który w 2014 roku postanowiliśmy sprzedać samodzielnie.

Moment decyzji

2017. Tym razem zaczęliśmy patrzeć na to jak na biznes

Dopiero w 2017 roku pojawił się realny pomysł, żeby z nieruchomościami związać się zawodowo.

Mieliśmy wtedy za sobą sprzedaż dwóch domów i mieszkania oraz zakup domu przez biuro nieruchomości.

Znaliśmy więc proces z kilku stron.

Jako sprzedający.

Jako kupujący.

Jako klienci pośredników.

I jako ludzie, którzy znaczną część marketingu własnych nieruchomości organizowali samodzielnie.

To było cenne doświadczenie.

Ale wiedzieliśmy też, że to za mało.

Sprzedaż własnej nieruchomości uczy bardzo dużo o byciu klientem.

Nie daje jeszcze prawa do przekonania, że potrafi się profesjonalnie odpowiadać za cudze pieniądze, dokumenty i decyzje.

Pojawiło się więc ważne pytanie:

Czy nasze własne doświadczenia wystarczą, żeby brać odpowiedzialność za cudzą nieruchomość i cudze pieniądze?

Odpowiedź była prosta.

Nie.

Drugi dom

Kupiony za pośrednictwem biura, a kilka lat później wystawiony przez nas na sprzedaż.

Przygotowanie

Najpierw wiedza

Nie chcieliśmy uczyć się podstaw na transakcjach naszych klientów.

Nie chcieliśmy zaczynać działalności z przekonaniem, że „jakoś to będzie”.

Oboje mieliśmy już wykształcenie ekonomiczne, ale uznaliśmy, że to za mało.

Studia podyplomowe związane z wyceną nieruchomości, pośrednictwem i zarządzaniem nie były dla nas dodatkiem do wizytówki.

Były warunkiem wejścia do tej branży.

Najpierw wiedza.

Potem odpowiedzialność za innych.

Zanim zbudowaliśmy biuro, szukaliśmy wzorców

Studia były tylko jednym elementem przygotowań.

Drugim było czytanie.

Dużo czytania.

Interesowało nas nie tylko to, jak działa pośrednictwo w Polsce, ale przede wszystkim jak buduje się dobre biura nieruchomości tam, gdzie ta profesja ma znacznie dłuższą tradycję.

Dlatego zamiast bez końca podglądać lokalną konkurencję, zaczęliśmy patrzeć dalej.

W stronę Wielkiej Brytanii.

Stanów Zjednoczonych.

Kanady.

Australii.

Tam szukaliśmy inspiracji w sposobie prezentowania nieruchomości, budowania relacji z klientem, organizacji pracy agentów, marketingu, jakości obsługi i odpowiedzialności za cały proces.

Nie chodziło o kopiowanie gotowych rozwiązań.

Bardziej o zrozumienie pewnego sposobu myślenia.

Że agent nie jest tylko osobą, która publikuje ogłoszenie i otwiera drzwi podczas prezentacji.

Powinien być doradcą.

Powinien znać nieruchomość.

Rozumieć proces.

Potrafić przygotować strategię sprzedaży.

Dbać o interes klienta i jednocześnie przeprowadzić transakcję w sposób bezpieczny i uporządkowany.

To właśnie wtedy zaczęliśmy układać w głowie własny model biura.

Nie chcieliśmy tworzyć kopii tego, co widzieliśmy dookoła.

Chcieliśmy wziąć najlepsze elementy dojrzałych rynków, połączyć je z lokalną znajomością Bolesławca i Dolnego Śląska, a potem dodać do tego własne doświadczenia, technologię, fotografię i sposób pracy z ludźmi.

Pytanie zaczęło więc brzmieć:

Gdybyśmy mogli zbudować biuro od zera, nie oglądając się na to, „jak robi się to tutaj”, to jak chcielibyśmy, żeby wyglądało?

Z odpowiedzi na to pytanie zaczęło powstawać Domo.Expert.

Dwa żywioły, jedno biuro

DOMO i EXPERT

Nazwa od początku nie była przypadkowa.

DOMO to Margareta.

Doświadczenie biznesowe, lata pracy w branży ubezpieczeniowej i przede wszystkim umiejętność rozmowy z ludźmi.

Margareta potrafi słuchać. Potrafi uspokoić sytuację, kiedy emocje zaczynają brać górę. Potrafi czasem usłyszeć w rozmowie to, czego klient jeszcze nie powiedział wprost.

To ona najczęściej zamienia pierwszą, niepewną rozmowę w konkretny plan działania. Łączy intuicję z biznesowym doświadczeniem, a wiedzę o rynku z uważnością na człowieka, który właśnie podejmuje jedną z ważniejszych decyzji w swoim życiu.

Nie sprowadza nieruchomości do metrów kwadratowych i ceny. Widzi jej potencjał, potrafi przygotować ją do sprzedaży, poprowadzić negocjacje i zadbać o to, aby klient na każdym etapie wiedział, co dzieje się dalej.

Jeżeli w trudnym momencie transakcji potrzebny jest spokój, zdecydowanie i rozmowa, która porządkuje sytuację - zwykle właśnie wtedy najlepiej widać, dlaczego DOMO to Margareta.

Choć pochodzi znad morza i ważną część życia spędziła w Poznaniu, od wielu lat Bolesławiec i Dolny Śląsk są jej miejscem.

EXPERT to Piotr.

Ponad 20 lat doświadczenia w biznesie i branży IT nauczyło go patrzeć na firmę przez pryzmat procesów, technologii, jakości i ciągłego szukania lepszych rozwiązań.

Jeżeli coś można zmierzyć - zmierzy.

Jeżeli można zautomatyzować - spróbuje.

Jeżeli można lepiej pokazać - wyciągnie aparat.

A jeśli ktoś powie, że „wszyscy robią to właśnie tak”, istnieje spora szansa, że zacznie się zastanawiać, czy przypadkiem nie należałoby zrobić tego inaczej.

Tak właśnie narodziło się Domo.Expert.

Nie jako kopia istniejącego biura.

Jako połączenie dwóch różnych sposobów patrzenia na tę samą pracę.

Z jednej strony człowiek.

Z drugiej proces.

Z jednej rozmowa i empatia.

Z drugiej technologia, analiza i ciągłe pytanie:

Czy można zrobić to lepiej?

Z naszego archiwum

Pierwsza transakcja Domo.Expert - mieszkanie przy ulicy Komuny Paryskiej.

I wtedy zrozumieliśmy coś ważniejszego

Nieruchomości są znacznie mniej o nieruchomościach, niż mogłoby się wydawać.

Z zewnątrz transakcja wygląda prosto.

Dom.

Cena.

Kupujący.

Sprzedający.

Notariusz.

Klucze.

Tyle że życie rzadko mieści się w sześciu słowach.

Czasem sprzedajemy mieszkanie po rodzicach.

Czasem dom po rozwodzie.

Czasem nieruchomość odziedziczoną przez kilka osób.

Czasem lokal z zadłużeniem albo stanem prawnym, który na pierwszy rzut oka wygląda jak ślepa uliczka.

Przez lata prowadziliśmy wiele transakcji, w których sama sprzedaż była dopiero ostatnim etapem znacznie dłuższej historii.

Najpierw trzeba było coś wyjaśnić.

Uregulować.

Policzyć.

Uzgodnić.

Czasem pogodzić ludzi, którzy od dawna nie potrafili się ze sobą porozumieć.

I właśnie takie sprawy nauczyły nas nieruchomości najbardziej.

Bo w pewnym momencie przestaje chodzić o metry kwadratowe i cenę.

Czasem pomagamy komuś zamknąć drzwi.

A czasem pomagamy je wreszcie otworzyć.

Najbardziej pamięta się ludzi

Nie akty notarialne.

Nie tabelki.

Nie statystyki.

Ludzi.

Klienta, który po miesiącach trudnej sprawy mówi: „Myślałem, że tego już nie da się zrobić”.

Rodzinę, która odbiera klucze i jeszcze w pustym mieszkaniu zaczyna planować, gdzie stanie kanapa.

Sprzedającego, który po podpisaniu aktu przez chwilę siedzi w samochodzie, bo właśnie zamknął kilkadziesiąt lat swojego życia.

Bywały przytulenia.

Bywały łzy.

Bywało zwykłe:

„Wreszcie możemy zacząć od nowa.”

Takich rzeczy nie wpisuje się do CRM-u.

A jednak właśnie one najlepiej pokazują, po co robimy tę pracę.

Nie każdą nieruchomość przyjmiemy

To może brzmieć nietypowo jak na biuro nieruchomości, ale czasami mówimy właścicielowi:

„Nie podejmiemy się tej sprzedaży.”

Powodem może być cena całkowicie oderwana od realiów rynku.

Może nim być zadłużenie, którego w danej sytuacji nie da się bezpiecznie rozwiązać.

Może nim być również stan prawny nieruchomości, który najpierw wymaga uporządkowania.

Nie wierzymy, że profesjonalizm polega na podpisaniu każdej możliwej umowy.

Czasami bardziej profesjonalne jest powiedzenie klientowi prawdy.

Nawet wtedy, gdy oznacza to rezygnację z wynagrodzenia.

Jest jednak jeden rodzaj telefonu, który traktujemy trochę inaczej.

Polecenie.

Jeżeli ktoś trafia do nas dlatego, że wcześniejszy klient powiedział mu: „Zadzwoń do Domo.Expert, oni Ci pomogą”, zawsze chcemy przynajmniej poznać sprawę i sprawdzić, czy jesteśmy w stanie coś zrobić.

Nie oznacza to, że obiecamy sprzedaż za wszelką cenę.

Oznacza coś innego.

Człowieka przysłanego do nas z czyimś zaufaniem nie odprawiamy jednym zdaniem.

Bo polecenie nie jest dla nas tylko kolejnym źródłem klienta.

To przekazanie dalej własnej reputacji.

Nasze niezmienne zasady

Są rzeczy, przy których nie eksperymentujemy

Możemy testować nowe technologie.

Możemy zmieniać marketing.

Możemy budować nowe usługi.

Możemy czasami robić pewne rzeczy inaczej niż inni.

Ale są zasady, których nie naginamy.

Nie publikujemy przypadkowych zdjęć przesłanych telefonem.

Jeżeli odpowiadamy za prezentację nieruchomości, chcemy ją zobaczyć, przygotować i pokazać tak, jak na to zasługuje.

Nie rozpoczynamy sprzedaży bez sprawdzenia stanu prawnego.

Problem wykryty na początku jest zadaniem do rozwiązania.

Ten sam problem odkryty dzień przed wizytą u notariusza może być katastrofą.

Nie pracujemy bez umowy.

Lubimy jasne zasady. Klient powinien wiedzieć, czego może od nas oczekiwać, za co odpowiadamy, jaki jest zakres naszej pracy i ile będzie ona kosztowała.

Dobra współpraca nie powinna opierać się na niedopowiedzeniach.

Nie pracujemy bez faktury.

Za swoją pracę zawsze wystawiamy fakturę.

Bez wyjątków.

Nie ma „taniej bez papieru”, „dogadamy się” ani wynagrodzenia funkcjonującego gdzieś poza oficjalnym obiegiem.

Jeżeli wymagamy profesjonalizmu od siebie przy prowadzeniu transakcji naszych klientów, dokładnie tak samo chcemy prowadzić własną firmę.

Przejrzyście.

Legalnie.

Odpowiedzialnie.

Narzędzia zmieniają się razem z nami

Technologia przyszła później

Piotr Kaziów w autorskiej kreacji nawiązującej do sztucznej inteligencji i nowych technologii
AI Studio - nowe narzędzia, ten sam cel: lepiej pokazać nieruchomość.

Najpierw była fotografia.

Potem lepsza fotografia.

Filmy.

Drony.

Social media.

Kampanie reklamowe.

Automatyzacja procesów.

Analiza danych.

A później sztuczna inteligencja.

Tak powstało Domo AI Studio.

Nie dlatego, że chcemy zastępować ludzi algorytmami.

Wręcz przeciwnie.

Chcemy, żeby technologia zajmowała się tym, czym potrafi zajmować się dobrze.

Analizą.

Powtarzalnymi czynnościami.

Porządkowaniem informacji.

Wspieraniem marketingu.

A człowiek miał więcej czasu na to, czego żadna maszyna nie zrobi za niego naprawdę dobrze.

Rozmowę.

Odpowiedzialność.

Decyzję.

Empatię.

Zdrowy rozsądek.

Nie fascynuje nas technologia sama w sobie.

Fascynuje nas pytanie:

Co dzięki niej możemy zrobić lepiej dla klienta?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nic” - prawdopodobnie jej nie potrzebujemy.

Dziś

Domo.Expert dzisiaj

Dziś Domo.Expert tworzą Margareta Lubacz, Piotr Kaziów, Renata Konopka i Nina Wójcik.

Każde z nas jest inne.

I bardzo dobrze.

Mamy różne doświadczenia, temperamenty i sposoby patrzenia na tę samą sprawę.

Ktoś szybciej zauważy problem prawny.

Ktoś wyczuje, że klient jeszcze czegoś nie powiedział.

Ktoś spojrzy na cenę.

Ktoś na marketing.

Ktoś na sposób prezentacji.

Bardzo często najlepsze rozwiązania powstają właśnie wtedy, gdy przy jednym stole spotykają się różne spojrzenia.

Nie próbujemy wyglądać jak wielka korporacja.

Nie potrzebujemy sztucznego dystansu ani garnituru jako dowodu profesjonalizmu.

Wolimy, żeby świadczył o nim sposób, w jaki prowadzimy transakcję.

Poznaj nasz zespół

Pytanie, które zostało z nami

Po drodze zmieniło się prawie wszystko

Portale.

Media społecznościowe.

Technologie.

Prawo.

Oczekiwania klientów.

Sposób, w jaki ludzie szukają nieruchomości.

Rynek zmienia się bez przerwy.

My razem z nim.

Ale jedno pytanie pozostało dokładnie takie samo jak wtedy, gdy pierwszy raz zaczęliśmy przyglądać się tej branży od środka:

Czy można zrobić to lepiej?

Lepsze zdjęcie?

Lepszą analizę?

Lepszy proces?

Lepszy marketing?

Lepszą rozmowę?

Lepszą obsługę?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, prawdopodobnie będziemy próbować.

Czasem coś zmienimy.

Czasem wyrzucimy pomysł do kosza.

Czasem zaczniemy od początku.

Ale właśnie z tej ciekawości powstało Domo.Expert.

Nie z potrzeby stworzenia kolejnego biura nieruchomości.

Z potrzeby stworzenia takiego biura, z którym sami chcielibyśmy kiedyś sprzedać własny dom.